środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 2

Zuzanna - Korea Południowa, Cheonan


Wszyscy rozeszli się do swoich nowych pokoi. Każdy najpierw wyjechał na szesnaste piętro. Później każdy skierował się w stronę drzwi z odpowiednim numerkiem.
Kali i Julia stały już pod swoim pokojem od dłuższego czasu. Nigdzie nie było Joaśki, która wzięła klucze. Po 10 minutach wyszła z jednej z wind.
- No nareszcie! Gdzie ty się włóczysz?
- Chłopcy powciskali mi wszystkie guziki w windzie, potem uciekli, a ja jak idiotka zatrzymywałam się na każdym piętrze.- powiedział zdenerwowana Aśka otwierając drzwi.

Weszły do środka. Może to nie był bogaty apartament, ale pięknie to tu i tak było. W małym przedpokoiku zostawiły buty i przeszły do kuchni.
- Meble z Ikei, od razu idzie poznać - uśmiechnęła się Zuzka.
   Rzeczywiście, na tym właśnie i tylko na tym piętrze, wszystkie mieszkania były umeblowane według stylu z Ikea. Czyli ładnie i wygodnie. Obok kuchni znajdowała się łazienka. Nie za duża, nie za mała - tak w sam raz. Podgrzewana muszla klozetowa i kabina prysznicowa z masażem i radiem - czyli jednak można poczuć się jak VIP, a nie jak zwykły pracownik :D Obok łazienki - ogromny pokój, właściwie ich sypialnia. Pod turkusową ścianą po prawej stronie stały trzy łóżka. Obok każdego z nich - czerwona komoda. Natomiast obok popielatej ściany po lewej stronie stały trzy duże szafy.
Naprzeciwko drzwi do pokoju stała była zaszklona szafa, cały hotel z zewnątrz był oszklony. Widok nie był jakiś oszołamiający - widać było jedynie okna jakiegoś budynku na przeciwko. Chyba był to blok mieszkalny.
  Wracając do pokoju dziewcząt: na środku rozpościerał się dywan, na nim stał stół i kilka krzeseł. Natomiast po prawej stronie drzwi, pod tapetą na szafce stał telewizor plazmowy. Naprzeciwko - kanapa.
- No, no, no. To na pewno pokój dla personelu, a nie wnętrze jakiejś willi? - zapytała zdumiona Julka - i nawet nasze bagaże już tu są.
- Dobra, nie stójmy tak. Która idzie się pierwsza kąpać? Mamy mało czasu - odpowiedziała Zuzka.
- Ja idę, spróbuję się streścić - powiedział tym razem Joanna.
Wyciągnęła z walizki kosmetyczkę, coś na przebranie i już jej nie było.
- Ja druga! Ha! Pierwsza byłam - uśmiechnęła się Robinia - przykro mi Zuziu, najwyżej spóźnisz się na kolacyjkę.
- Czuje się jak w przedszkolu, niech będzie, pójdę ostatnia. Ale za to wybiorę sobie pierwsza łóżko - zaśmiała się Kali - to niech będzie... Oo to tutaj! Przy oknie. I szafa też przy oknie. Będę miała przynajmniej ładne widoki. HA!
- Haha, taak. Na ciemne mieszkanie na przeciwko, w którym nikt nie mieszka, a nawet jak zamieszka to pewnie jakiś stary dziadek albo rodzina z dziećmi -  roześmiała się tamta.
- No istnieje takie prawdopodobieństwo, ale jak to będzie jakiś przystojniaczek to mi będziesz zazdrościć moja droga.

Na to wszystko Julka wybuchnęła śmiechem i rzuciła poduszką w Zuzke.
- Dobra Ruda, musimy się wypakować. Bierz mi tą walizkę spod nóg.
- Zuzka skrobiesz sobie, taka ładna walizka a ty mi ją kopiesz. Bierz te gnaty.
- Ja ci dam gnaty! - i tym razem Kali walnęła poduszką Robinkę.
Takim sposobem rozpoczęły bitwę na poduszki, którą po pewnym czasie przerwała Joasia.
- Ej wariatki! Jeszcze nie wypakowane? Ja już się zdążyłam wykąpać.
- Już? To teraz ja idę. Mamy jeszcze pół godziny. Szybka jesteś Aśka. Ja niczego nie obiecuje, ale może szybko się przechlapie.
- Ale nie włączaj masaży w kabinie. Nie ma czasu.
- Ok
Poszła i dziewczyny w spokoju mogły się wypakować. Kiedy skończyły i wepchnęły swoje walizki za szafę - a jedna zmieściła się nawet pod łóżko - z łazienki wyszła Julka.
- Ta dam! Mam jeszcze dwie minuty do kolacji, niezła jestem, nie?
- Ile?! Zwariowałaś? Przecież kurde ja się spóźnię a nie pójdę taka nie wykąpana! - krzyknęła Zuzka
- Nie denerwuj się tak, najwyżej się troszkę spóźnisz albo po prostu nie pójdziesz. Przyniesiemy ci jedzenie ze stołówki, nie martw się - odpowiedziała z bananem na twarzy Ruda.
- Dobra ośle, ale macie mi coś dobrego do żarcia przynieść.
- Tylko nie ośle, pacanie. Przyniesiemy, obiecuję. Chociaż nie wydaje mis się żeby tu jakieś wybitne jedzonko mieli. Chodź Aśka, idziemy.
-Idę, idę. Pa Zuzka, nie umrzyj nam tu z głodu - powiedziała Bońkowa i razem z rudowłosą dziewczyną ulotniły się za drzwiami.

Zrozpaczona Kali wyciągnęła z szafy kosmetyczkę i dwa ręczniki. Poszła do łazienki. Na półce ułożyła wszystkie swoje kosmetyki.  Wzięła szampon, balsam do ciała i weszła pod prysznic. "W sumie to są tego wszystkiego jakieś plusy: mogę sobie włączyć masaże i posłuchać radia" - pomyślała. Ze zdziwieniem odnalazła stacje RMF FM i przygłośniła muzykę na fula. Kiedy już się wykąpała - a trwało to wieczność całą - wyszła z kabiny i zauważyła, że zapomniała piżamy. Założyła więc jeden ręcznik na głowę, a drugim się opasała. W swojej "miniówce" wyszła z łazienki i poszła po coś do ubrania. W międzyczasie w radiu puszczono jej ulubioną piosenkę Sylwii Grzeszczak "Pożyczony". Nie mogła się powstrzymać i zaczęła tańczyć i śpiewać. Zamknęła oczy. Rozmarzyła się. Ta piosenka przypominała jej Antka i tą historie sprzed lat, o której zapomnieć się nie dało....
Kiedy piosenka się skończyła brunetka oprzytomniała. Podeszła do szafy, wyciągnęła piżamę i bieliznę i pobiegła się ubrać. Dziesięć minut później siedziała na łóżku rozczesując swoje niesforne włosy.

- Jesteśmy! - usłyszała jakiś głoś, to była  Julka - dopiero teraz wyszłaś? A na mnie mówiłaś. Tak długo się kąpać - szok! Dzisiaj kolacja wyjątkowo godzinę trwała, normalnie tylko 30 minut będzie. Jedzenie - rewelacja. Naprawdę, zresztą zaraz sama się przekonasz. Obsługa miła i w ogóle. Masz - i podała dziewczynie białe pudełko - A tak w ogóle to te krzesła wygodne tam mają. -  usiadła na łóżku nie przerywając mówienia - Ej, chyba się zakochałam! W Andrzeju Delsie, mieszka obok, pod ósemką. No bo przyznajcie same... - Robinia nagle przerwała swój monolog - Dziopki ktoś się do tego mieszkania na przeciwko wprowadził !!! I okaże się Zuzka czy przystojniak czy też nie, ale to jutro sprawdzimy. Lornetkę kupimy, co wy na to?

   Dziewczyny przez cały czas patrzyły z uśmiechem na tą drobną, energiczną, rudowłosą postać.
- Julka ty tak zawsze?
- Ale co zawsze?
- No pytam czy zawsze tak dużo gadasz i czy zawsze co chwila zmieniasz temat rozmowy? - zapytała Aśka
- Najczęściej, ale moja droga, Zuzia nie jest lepsza, więcej gada. Czasami... Nie rusza was to, że tam się ktoś wprowadził?! Ja muszę wiedzieć kto to !!!
- Haha, ja na pewno tyle co ty nie nawijam - wtrąciła się Zuzanna - A tak na marginesie to pyszne to jedzenie mają. Palce lizać. Mnie na przykład nie rusza to, że tam się ktoś wprowadził. Pewnie jakiś dziadziuś albo rodzina z dziećmi. No bo pomyśl: nawet jeśli to jest młody mężczyzna to będzie to Koreańczyk. Mnie oni nie jarają, poza tym mam Antosia.
- Odezwała się. Teraz mi powiedz kto sobie wybrał łóżko najbliżej tej oszklonej ściany, czy co to jest, żeby podglądać przystojniaka z naprzeciwka, który nie istnieje.
-  Ja, ale to tak dla jaj było. Dobra, chodźmy spać, zmęczona jestem.

Zgasiły światło i zasnęły w mgnieniu oka wyczerpane podróżą...


Uff, jest i drugi rozdział. Znowu w całości poświęcony Zuzce, ale przysięgam Wam i obiecuję, że następny rozdział będzie tylko o Mattim. W czwartym nasi bohaterowie się spotkają. Będzie ciekawie... Uwierzcie mi ;) A tymczasem pozostaje Wam czekać na dalsze perypetie i komentować oczywiście, komentować... :D I jeszcze jedno: zapraszam do zakładki Bohaterowie, pojawi się tam charakterystyka Julki i Joaśki :)













poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 1

Zuzanna - Korea Południowa, Cheonan


   Po wielu godzinach tułaczki, przesiadek z autobusu do samolotu, z samolotu do samolotu itd., wreszcie autokar, który zabrał ich z koreańskiego lotniska, dowiózł ich do celu - miasta Cheonan. Ich - czyli grupę studentów, którzy przyjechali tu na praktyki sponsorowane przez uczelnie. Czemu aż tak daleko? Proste: polskie kluby sportowe nie chciały przyjmować niedoświadczonych fizjoterapeutów i lekarzy, a koreański klub Hyundai Capital Skywalkers chętnie przystał na prośbę uniwersytetu. W końcu ochoczych rąk do pracy nigdy dość.
  W tej grupce studentów miała szczęście znaleźć się nasza główna bohaterka. Poznała już wszystkich biorących udział w tej półrocznej "wycieczce" i bardzo cieszyła się, że tu przyjechała. Pozna trochę świata, nowych ludzi i język.
Wiedziała, że dogada się z ludźmi, z którymi będzie tu pracować i z siatkarzami pobliskiego klubu, którym będzie pomagać w najbliższym czasie, ponieważ w zeszłym roku będąc na 2-miesięcznej wycieczce w Anglii opanowała angielski perfekcyjnie. Była spokojna i szczęśliwa. Spokojny był też jej chłopak. Wiedział bowiem, że w Korei Zuzka nie pozna nikogo w kim mogłaby się zakochać. Koreańczycy nie należą do przystojnych mężczyzn. Poza tym Zuzanna sama mu to powiedziała i obiecała, że nie będzie się oglądać za chłopakami - zresztą, jakimi?

  Zuzanna zamknęła oczy. Zaczęła wyobrażać sobie pobyt tutaj i układać plan jutrzejszego dnia, chociaż organizator już niestety o to zadbał.
-Halo! - krzyknął ktoś - pobudka Zuza! Dojechaliśmy na miejsce!
- Oo, to już? Ok, wstaję - odpowiedziała. Popatrzyła w bok, ale przez zaciemniane szyby niewiele zobaczyła. Ubrała sweter, wzięła szybko swoją torbę i wyskoczyła z autobusu jak poparzona.
- Gdzie ci się tak spieszy? - zapytał kierowca, który też już zdążył wyjść.
- No do nowego świata panie Mieciu, do nowego świata - uśmiechnęła się dziewczyna, na co pan Mieczysław pokiwał pobłażliwie głową.

Kiedy wszyscy wyszli z autokaru zaczęli zachwycać się widokiem. Dookoła wysokie i piękne wieżowce i  budowle. Tak właściwie to zaparkowali obok czegoś dużego przypominającego hotel.
- Wow! - krzyknął ktoś - i my tu będziemy mieszkać?!
- No raczej Tomczak, nie czytałeś planu wyjazdu? - zapytał jakiś inny student
- Nie chciało mi się. A jak nazywa się to cudeńko?
- "Jekuszi", to jest sześciogwiazdkowe cudeńko :) Aż chce się żyć.

  Kiedy już wszyscy doszli do siebie z cudownego "Jekuszi" wyszedł jakiś Koreańczyk i skierował się w ich stronę.
- Ulala, jaki przystojniaczek - powiedziała ironicznie Zuza, na co wszyscy              wybuchnęli śmiechem.
- Coś nie tak? - zapytał po angielsku zmieszany mężczyzna.
- Nie, wszystko w porządku - odpowiedział opiekun grupy, pan Stanisław Żaliński - Witam pana, bardzo mi miło.
- Mi również, jestem właścicielem tego hotelu. Zapraszam was do środka. Portierzy wypakują walizki i zaniosą je do waszych pokoi.

  Kiedy weszli do środka stanęli jak wryci. Onieśmielił ich wygląd tego miejsca. Wszystko było jak ze snu. Piękne żyrandole i girlandy zwisały z sufitu, na kremowych i złocistych ścianach wisiały przepiękne obrazy zdobione bogatymi ramami. Na ziemi rozpościerał się czerwono-krwisty dywan. Dookoła było pełno dużych, rzeźbionych drzwi, niczym z bajki. Jedne prowadziły na stołówkę, inne do ogrodu, do pokoju zabaw, sali konferencyjnej, gabinetu właściciela i do długiego korytarza pełnego wind, które miały dowieść mieszkańców na odpowiednie piętro. Były też schody, ale z nich praktycznie nikt nie korzystał.
   Wracając do naszych studentów: kiedy tak stali jak słupy soli w holu usłyszeli rozbawiony głos jednego z portierów:
- Haalo! Przepraszam! Zawsze jesteście tak podnieceni na widok czegoś               nowego? - uśmiechnął się - chciałem was zaprosić do sali konferencyjnej. Właściciel, pan Mark, chce wam przedstawić dokładny plan jutrzejszego dnia       i rozdać kluczyki do pokoi.
- Ok, idziemy - powiedział chyba najbardziej trzeźwy z nich wszystkich opiekun grupy. Weszli do ogromnej i cudownej sali konferencyjnej. Było tam pełno krzeseł ułożonych w kilkunastu rzędach obok siebie. Te krzesła bardziej przypominały królewskie trony. Na początku tych wszystkich rzędów stał olbrzymi  i długi stół ze ślicznie rzeźbionymi nogami. Na suficie - tak jak w holu - wisiały żyrandole i girlandy. Na ścianach zaś piękne arrasy. Zachwycona grupka młodych ludzi usiadła na "królewskich tronach" w pierwszych rzędach .

- A więc witam Państwa bardzo serdecznie - zaczął swój monolog właściciel hotelu - Mieliśmy już przyjemność spotkać się przed chwilą. Mam na imię Mark i jak już wiecie jestem właścicielem tego cudeńka. Widzę, że się wam tu podoba, bardzo mnie to cieszy. Mieści się tu wiele apartamentów, jednak z przykrością muszę was powiadomić, iż jako że jesteście zaliczani do pracowników, będziecie mieszkać w mieszkaniach mniej bogatych, dla personelu hotelu. Pokoje są 3-4 osobowe, składają się z: dość dużego pokoju, w którym znajdują się łóżka dla każdego, z małej kuchni, łazienki i z miniaturowego przedpokoiku. Możecie od czasu do czasu korzystać z naszego basenu i SPA, a także z tzw. "pokoju zabaw", w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Poza tym będziecie ciężko pracować. Zanim rozdamy wam kluczyki, przedstawię wam plan na jutrzejszy dzień. Plany na inne dni będą wywieszane w gablotce na korytarzu, na waszym piętrze. Tak więc:

godz. 6:00 - pobudka
godz. 6:3 -7:00 - śniadanie
godz. 7:10 - wyjazd na hale 
godz. 7:30 - rozpakowanie sprzętu, przedstawienie was siatkarzom i zespołowi
godz. 8:00-12:00 - siatkarze odbywają trening, przyglądacie się pracy klubowym  lekarzom i fizjoterapeutom, ewentualnie im pomagacie.
godz. 12:00-12:30 - pakowanie sprzętu, odjazd do hotelu
godz. 12:50-13:30 - obiad
godz. 13:30-15:30 - czas wolny
godz. 15:30 - wyjazd na hale
godz. 15:50 - rozpakowanie sprzętu
godz. 16:00-19:00 - siatkarze odbywają trening, wy w tym czasie macie praktyki i zajęcia z lekarzami i profesorami z jednej z tutejszych uczelni
godz. 19:00-19:30 - pakowanie sprzętu i odjazd do hotelu
godz. 19:30-20:00 - kolacja
godz. 20:00-23:00 - czas wolny
godz. 23:00-6:00 - cisza nocna

Plan nieznacznie będzie ulegał zmianie, w zależności od tego czy siatkarze w danym dniu będą rozgrywać mecz, czy też nie, a także od tego, czy nie będą mieć dnia (lub dni) wolnego. Wówczas organizujemy wam czas oprowadzając was po zabytkach tutaj jak i w okolicznych miejscowościach, a także zabierając was do kina itp. Niedziele macie wolne, chyba że są rozgrywane mecze.
Będziecie mieć praktyki z lekarzami i profesorami z pobliskiej uczelni, wiele się od nich nauczycie. Kończę, bo widzę, że jesteście zmęczeni. Teraz rozdamy kluczyki.

-Uff, nawet nie tak źle. Myślałam, że będzie dłużej gadał. - westchnęła z nieukrywaną radością, ale i zmęczeniem w głosie jedna z dziewczyn. Miała na imię Julia i od samego początku turnusu znalazła wspólny język z Zuzką Podobnie jak ona nie lubiła nudy, ciągle się uśmiechała i potrafiła cały czas mówić i opowiadać. Buzia jej się nie zamykał :)

Pan Mark kolejno czytał osoby z listy, którą trzymał w ręku. Nie była ona długa, bo znajdowało się na niej jedynie czternastu studentów + opiekun i kierowca autobusu.


Piętro 16:

pokój nr.2 - opiekun grupy p. Stanisław Żaliński, kierowca p. Mieczysław   Stańczyk
pokój nr.6 - Jan Tomczak, Tomasz Reizer, Rafał Polak, Filip Kimczyk
pokój nr.7 - Arleta Lewandowska, Daniela Król, Rozalia Orłoś, Natalia Limo
pokój nr.8 - Andrzej Dels, Marcin Jurek, Bartosz Wlazły
pokój nr.9 - Julia Robin, Zuzanna Kalimo, Joanna Boniek

- Aaaaaaaa !!! - pisnęła Julka - Zuzka słyszałaś?! Mamy razem pokój !!!

Wszyscy popatrzyli na nią jak na wariatke.

-Przepraszam, to ze szczęścia - dodała zmieszana po angielsku
- Nic nie szkodzi - powiedziała żona pana Marka, Stella, która również była obecna na sali - teraz zapraszam do pokoi, macie czas na rozpakowanie się i kąpiel. Za godzinę zapraszam na spóźnioną kolacje.






 Cheonan












Jest pierwszy rozdział :) Na początku chciałam wam obrazowo przedstawić sytuację Zuzki i wytłumaczyć co robi w Korei. Następne rozdziały będą bardziej interesujące. Czytasz-zostawiaj komentarz, będzie mi miło ;)
Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach wypełnijcie "formularz kontaktowy" i wyślijcie ;) Do napisania! <3

Prolog

2008r.


Zuzanna - Polska, Kraków

-Szybko, bo się spóźnię. Pleć tego warkocza, noo !!!
- Co się tak denerwujesz? Trzeba było wcześniej wstać, a nie tak jak zwykle, na ostatnią chwilę. Poza tym to nie moja wina, że masz takie długie i gęste włosy - odpowiedziała spokojnie Lena do niecierpliwiącej się przyjaciółki.
-Nie moja wina, nie moja wina - zaczęła ją przedrzeźniać Zuzka, na co Johnka pokazała jej język.
-Dobra, gotowe. Bierz bagaże, ubieramy kurtki i idziemy. Podwiozę cię na uczelnię kochanienka.
- Jest! Wiedziałam! Nie będę się tułać po tramwajach! Po prostu cię kocham!
-Już zaczynam za tobą tęsknić - zaśmiała się Mila.

-Co tu takie krzyki od samego rana? - zapytała zaspana Sandra wchodząc do miniaturowego salonu.
- To już słoneczko. Wybywam wam do Korei. Nie będzie mnie przez pół roku. Będziesz tęsknic, co nie?
- Co?! Ale jak to?! To dzisiaj?! To już?!
- No tak Sandzia - odpowiedziała rozpromieniona Zuzka - trzeba było tyle balować? Będę bardzo tęsknic, ale będziemy się przecież kontaktować. No i wyślę wam mnóstwo pocztówek. Idę, bo się spóźnię. Jedziesz mnie podwieźć pod uniwersytet?
- A która godzina? Ups! Nie mogę, za pół godziny mam ważny wykład. Ale chodź no tu, niech cię uściskam-i dwie wielkie łzy spłynęły jej po policzku.
- Nie płakulaj, wracam za sześć miesięcy. Minie jak palcem odjął - i przytuliły się obie.

Nagle do drzwi ktoś zapukał. Kali poszła je otworzyć.
-Antoś? A co ty tu robisz? Miałeś jechać do Niemiec, na wyjazd z uczelni.
-Wiem, ale zrezygnowałem. Nie mogę tak wyjechać, nie żegnając się z tobą - i pocałował ją czule.
 - Dobra gołąbeczki, bo mamy pół godziny. Jak się nie ruszymy to się spóźnisz, moja droga - przerwała im Lenka.
 -Już idziemy - odparli.


Zapakowali 3 wielkie i ciężkie walizki i odjechali. Sandra stała w oknie siódmego piętra bloku i im machała.
Kiedy dojechali na miejsce okazało się, że wszyscy czekają w autobusie na Zuzanne.
- Czyli jak zwykle - szepnęła.
Kiedy zapakowano bagaże uściskała się jeszcze z Mileną i pocałowała swojego kochanego Antka.
Wsiadła do autokaru i odjechała...
Będę za nią tęsknił - powiedział Antoni.
-Wszyscy będziemy. Za nią nie da się nie tęsknić. - odpowiedziała mu towarzyszka.



Matt Anderson - USA, lotnisko


-Jesteś pewny swojej decyzji kochany? Przecież nie możesz tak po prostu rzucić studiów i jechać sobie do  Korei na dwa lata. Możesz jeszcze wszystko odwołać.
-Mamo! Jeśli chcę grać profesjonalną siatkówkę muszę wyjechać z kraju i ty dobrze o tym wiesz. Jak  zagram dobry sezon w Hyundai Capital Skywalkers, to może trener reprezentacji mnie w końcu zauważy i  powoła do kadry.
-Taa, chyba do Koreańskiej. - odparła mama
-Mamo - uśmiechnął się Matthew - rozmawialiśmy już o tym, za chwilę mam odprawę. Lecę do Korei i  zdania nie zmienię.
- Ale Matt - pani Nancy była nieustępliwa - tutaj masz Miley. Ona za tobą szaleje. Zostawisz ją tak?
-Oj mamuś, nie zaczynaj znowu tego tematu. Ja jej nie kocham, a kto wie, może w Korei czeka na mnie ta  jedyna?
-Mhm, skośnooka. - zbulwersowała się Nancy.
-One nie są skośnookie - wtrącił się pan John - chyba. - dodał niepewnie.

  Chłopak uśmiechnął się tylko i rzekł: "Dobra, kończymy rozmowę, będę za Wami bardzo tęsknił i mam nadzieję, że będziecie do mnie przyjeżdżać od czasu do czasu." - pocałował mamę w policzek, a tatę uściskał.
-Trzymaj się młody - rzekł ojciec - i wyrwij tam jaką lady.
-John !!! - trąciła go w bok żona.
-Ok tatuś, o nic się nie martw- odparł Matthew z wielkim uśmiechem, pomachał im i już go nie było.
    Łzy zaczęły spływać po policzkach pani Anderson.
-Nie płacz, chłopak da sobie radę - pocieszał ją mąż - chodź, jedziemy do domu.






Jest i prolog :) Mam nadzieję, że się podoba. Trochę krótki, ale to się Wam jakoś zrehabilituje w  następnym rozdziale ;) Prosiłabym was o zostawianie komentarzy i pisanie szczerze co o tym myślicie. To naprawdę mi pomoże... 



niedziela, 11 sierpnia 2013

BOHATEROWIE

Matt Anderson -  siatkarz, wielokrotny reprezentant Stanów Zjednoczonych, grający na pozycji przyjmującego. Jest to młody i przystojny brunet o pięknych niebieskich oczach. Jest kawalerem. Marzy o poznaniu "tej jedynej". Nie jedna kobieta wzdycha do niego, on jednak uparcie żadnej nie zatrzymuje przy sobie. Jest typem wariata, który uwielbia imprezować, jednak wypełnia swoje ciężkie obowiązki i nie narzeka. Wręcz przeciwnie - kocha to co robi. Wstaje rano, od 8:00 do 12:00 trening, od 14:00 do 16:00 wykłady na uczelni, 17:20 - znowu trening. I tak przez pięć dni w tygodniu, a w weekendy mecze i turnieje. Nie ma czasu na zabawę i miłostki. Aż pewnego dnia Matt poznaje dziewczynę, która zmieni jego życie o 180 stopni...

Rodzina:
Ojciec: John
Mama: Nancy
3 starsze siostry: Jennifer, Joelle, Amy
starszy brat: Joshua
Dane:
ur. 18 kw. 1987 r. w Buffalo (USA)
Wzrost: 206 cm






Zuzanna Kalimo  -  Od 2007r. studiuje fizjoterapie w Wyższej Szkole Promocji Zdrowia w Krakowie. Jej największe marzenie to zostać fizjoterapeutką w jakimś sportowym klubie, najlepiej męskim :). Ma chłopaka - Antka. Ma tez dwie najlepsze przyjaciółki (Sandre i Lene), które nazywają ją 'Kali' i tylko one mają do tego prawo :D
Uwielbia siatkówkę. Ogląda każdy mecz polskich siatkarzy Często jeździ z przyjaciółmi dopingować ich na żywo. Najczęściej do Katowic - bo najbliżej. Dwa razy w tygodniu chodzi też na treningi. Jako siatkarka-amator od czasu do czasu jeździ na zawody i turnieje. Jej największe osiągnięcie to tytuł Mistrza Polski w Amatorskiej Siatkówce Kobiet.
Uwielbia zwierzęta, ale nie ma żadnego. Jest szaloną dziewczyna, która ma pomysły nie z tego świata i nienawidzi nudy. Kocha życie :)


Rodzina:
Mama: Emanuela
Tata: Robert
Siostry: Karolina (starsza), Wiktoria (młodsza)
Brat: Jasiek (młodszy)

Dane:
ur. 3 lipca 1988r. w Krakowie
wzrost: 189 cm














Antoni -  Chłopak Zuzki. Studiuje prawo na uniwersytecie w Krakowie. Jest opanowany i spokojny jak na tak młodego mężczyznę. Bardzo ambitny. Nie lubi zbyt wiele imprezować, ale czasami gdy za dużo wypije ( dzięki Zuzce - bo jak inaczej ;D ) tańczy, śpiewa i wariuje. Niestety - nie często to się zdarza. Bardzo kocha Zuzanne, jednak ku jej niezadowoleniu nie przepada za sportem (szczególnie siatkówką) i za zwierzętami.






Dane:
ur. 6 marca 1986r.
Wzrost: 190cm













Sandra - Najlepsza przyjaciółka Zuzki. Zna ją od przedszkola i wie o niej dosłownie wszystko. Studiuje kulturoznawstwo. Dorabia jako kelnerka we włoskiej restauracji. Jest wolnym strzelcem. Lubi ostra zabawę do białego rana. Niektórzy mówią na nią Sandzia. 




Dane:
ur. 5 czerwca 1988r.
















Milena - Przyjaciółka Kali i Sandry. Poznały się w liceum. Nie studiuje, uważa, że to nie dla niej. Po zdaniu matury została opiekunką do dzieci. Pilnuje i bawi trójkę dzieci państwa Rozmatów:
Karola (2 lata), Dominikę (4 lata) i Izabellę (7 lat). Singielka, pilnie poszukuje chłopaka :) Zabawna i zawsze uśmiechnięta. Nie lubi zwierząt. Niektórzy nazywają ją Mila, inni po prostu Lenka, a jeszcze inni Johnka (to ze względu na to, że uwielbia Johnny'ego Deppa i jest w nim po uszy zakochana).

Dane:
ur. 1 września 1988r.





















Julia Robin- inaczej Robinia, Robinka, Ruda lub po prostu Julka. Studentka fizjoterapii. Gadatliwa i zawsze uśmiechnięta ;)


 ur. 13 września 1988r.




Joanna Boniek - inaczej Bońkowa. Lubiana przez wszystkich piękność o spokojnym usposobieniu. Lubi muzykę klasyczną i romantyczne filmy. Studentka fizjoterapii.


 ur. 24 grudnia 1988r.


Na razie to tyle, mam nadzieje, że jak na razie się Wam podoba. Jeśli dojdą jacyś nowi bohaterowie dopiszę ich tutaj. W najbliższym czasie dodam prolog, a później pierwszy rozdział. Miłego czytania ;)