poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Prolog

2008r.


Zuzanna - Polska, Kraków

-Szybko, bo się spóźnię. Pleć tego warkocza, noo !!!
- Co się tak denerwujesz? Trzeba było wcześniej wstać, a nie tak jak zwykle, na ostatnią chwilę. Poza tym to nie moja wina, że masz takie długie i gęste włosy - odpowiedziała spokojnie Lena do niecierpliwiącej się przyjaciółki.
-Nie moja wina, nie moja wina - zaczęła ją przedrzeźniać Zuzka, na co Johnka pokazała jej język.
-Dobra, gotowe. Bierz bagaże, ubieramy kurtki i idziemy. Podwiozę cię na uczelnię kochanienka.
- Jest! Wiedziałam! Nie będę się tułać po tramwajach! Po prostu cię kocham!
-Już zaczynam za tobą tęsknić - zaśmiała się Mila.

-Co tu takie krzyki od samego rana? - zapytała zaspana Sandra wchodząc do miniaturowego salonu.
- To już słoneczko. Wybywam wam do Korei. Nie będzie mnie przez pół roku. Będziesz tęsknic, co nie?
- Co?! Ale jak to?! To dzisiaj?! To już?!
- No tak Sandzia - odpowiedziała rozpromieniona Zuzka - trzeba było tyle balować? Będę bardzo tęsknic, ale będziemy się przecież kontaktować. No i wyślę wam mnóstwo pocztówek. Idę, bo się spóźnię. Jedziesz mnie podwieźć pod uniwersytet?
- A która godzina? Ups! Nie mogę, za pół godziny mam ważny wykład. Ale chodź no tu, niech cię uściskam-i dwie wielkie łzy spłynęły jej po policzku.
- Nie płakulaj, wracam za sześć miesięcy. Minie jak palcem odjął - i przytuliły się obie.

Nagle do drzwi ktoś zapukał. Kali poszła je otworzyć.
-Antoś? A co ty tu robisz? Miałeś jechać do Niemiec, na wyjazd z uczelni.
-Wiem, ale zrezygnowałem. Nie mogę tak wyjechać, nie żegnając się z tobą - i pocałował ją czule.
 - Dobra gołąbeczki, bo mamy pół godziny. Jak się nie ruszymy to się spóźnisz, moja droga - przerwała im Lenka.
 -Już idziemy - odparli.


Zapakowali 3 wielkie i ciężkie walizki i odjechali. Sandra stała w oknie siódmego piętra bloku i im machała.
Kiedy dojechali na miejsce okazało się, że wszyscy czekają w autobusie na Zuzanne.
- Czyli jak zwykle - szepnęła.
Kiedy zapakowano bagaże uściskała się jeszcze z Mileną i pocałowała swojego kochanego Antka.
Wsiadła do autokaru i odjechała...
Będę za nią tęsknił - powiedział Antoni.
-Wszyscy będziemy. Za nią nie da się nie tęsknić. - odpowiedziała mu towarzyszka.



Matt Anderson - USA, lotnisko


-Jesteś pewny swojej decyzji kochany? Przecież nie możesz tak po prostu rzucić studiów i jechać sobie do  Korei na dwa lata. Możesz jeszcze wszystko odwołać.
-Mamo! Jeśli chcę grać profesjonalną siatkówkę muszę wyjechać z kraju i ty dobrze o tym wiesz. Jak  zagram dobry sezon w Hyundai Capital Skywalkers, to może trener reprezentacji mnie w końcu zauważy i  powoła do kadry.
-Taa, chyba do Koreańskiej. - odparła mama
-Mamo - uśmiechnął się Matthew - rozmawialiśmy już o tym, za chwilę mam odprawę. Lecę do Korei i  zdania nie zmienię.
- Ale Matt - pani Nancy była nieustępliwa - tutaj masz Miley. Ona za tobą szaleje. Zostawisz ją tak?
-Oj mamuś, nie zaczynaj znowu tego tematu. Ja jej nie kocham, a kto wie, może w Korei czeka na mnie ta  jedyna?
-Mhm, skośnooka. - zbulwersowała się Nancy.
-One nie są skośnookie - wtrącił się pan John - chyba. - dodał niepewnie.

  Chłopak uśmiechnął się tylko i rzekł: "Dobra, kończymy rozmowę, będę za Wami bardzo tęsknił i mam nadzieję, że będziecie do mnie przyjeżdżać od czasu do czasu." - pocałował mamę w policzek, a tatę uściskał.
-Trzymaj się młody - rzekł ojciec - i wyrwij tam jaką lady.
-John !!! - trąciła go w bok żona.
-Ok tatuś, o nic się nie martw- odparł Matthew z wielkim uśmiechem, pomachał im i już go nie było.
    Łzy zaczęły spływać po policzkach pani Anderson.
-Nie płacz, chłopak da sobie radę - pocieszał ją mąż - chodź, jedziemy do domu.






Jest i prolog :) Mam nadzieję, że się podoba. Trochę krótki, ale to się Wam jakoś zrehabilituje w  następnym rozdziale ;) Prosiłabym was o zostawianie komentarzy i pisanie szczerze co o tym myślicie. To naprawdę mi pomoże... 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz